czwartek, 10 stycznia 2013

Sentymenty

Przeglądałam wczoraj swoje zdjęcia, zaczynając od tych sprzed 10 może 12 lat. Jak zaczęłam sobie przypominać niektóre momenty, to łezka zakręciła się w oku. Pierwszy zapalony papieros, pierwszy wypity alkohol, pierwsza miłość, pierwszy seks, pierwsze wzloty i upadki, pierwsza praca, pierwsze poważne pieniądze, pierwsze załamanie nerwowe, pierwsze dziecko, pierwsze małżeństwo, pierwszy rozwód*... Mam 26 lat i spory bagaż doświadczeń, tych miłych i tych mniej. Jak teraz o tym wszystkim myślę, to jestem wdzięczna losowi, wdzięczna Bogu za to, że mam naprawdę szereg solidnych wspomnień. Wspomnień, których żałować nie muszę, bo każde, nawet to najgorsze doświadczenie, jest dla mnie wspaniałą lekcją, dzięki której wiem, czego mogę się spodziewać od życia i od innych. Każda napotkana osoba zagrała w moim życiu większą, bądź mniejszą rolę. Są ważni i ważniejsi oraz ci, co w ogóle nie mają znaczenia. 
Przeglądając zdjęcia, zatrzymałam się na dłużej przy tych z okresu ciąży. Minęło ponad dwa lata odkąd Maksymilian pojawił się na tym świecie, a ja pamiętam praktycznie każdy moment z Jego "brzuchowego życia" aż do porodu. Moment, w którym się o Nim dowiedziałam, jak pierwszy raz usłyszałam bicie Jego maleńkiego serduszka, jak dowiedziałam się, że to chłopak pod moim sercem rośnie, jak odczułam Jego pierwsze ruchy, jak bałam się o Niego gdy w 23-cim tygodniu trafiliśmy na podtrzymanie, jak się rodził i jak moja już ogromna miłość do Niego pomnożyła się przez nieskończoność w chwili ujrzenia pierwszy raz Jego małej twarzyczki. To wszystko uświadamia mi, że chciałabym znowu to wszystko przeżyć. Że gdyby nie moja obecna sytuacja, to starałabym się o kolejne maleństwo, z nadzieją na dziewczynkę ;)
Jak patrzę na niektóre znajome, które spodziewają się potomka, bez różnicy, czy to pierwszego czy może kolejnego, to wkrada się nutka zazdrości w moje serce, ale tej pozytywnej (o ile taka istnieje). Chciałabym znów móc cieszyć się ciążowym brzuszkiem. Patrzeć jak z tygodnia na tydzień staje się coraz to większy i okrąglejszy :) A i inne plusy są. W moim przypadku ciąża miała zbawienny wpływ na mój wygląd i zdrowie. Wzmocniły się moje włosy i paznokcie, cera też nabrała blasku, ogólnie lepiej się czułam. Psychicznie i fizycznie**. Wierzę, że jeszcze będzie mi dane doznać cudu jakim jest ciąża, bo to jest cud, by trafić na ten właściwy moment gdy z dwóch maleńkich komórek powstanie życie, powstanie człowiek. Ale na pewno nie będzie to teraz. Nie jestem gotowa na kolejny związek, na to by zaufać mężczyźnie, a co dopiero by mieć z nim dziecko. Ale wiem, że nadejdzie ten dzień, w którym ponownie zabiją we mnie dwa serca.



Pisała Welonka



* mam nadzieję, że ostatni!
** nie wliczam dolegliwości pod sam koniec i ciążowych koszmarów ;)

czwartek, 3 stycznia 2013

Nowy Rok

Święta Święta i po Świętach. Ba! Po 2012 roku!
Tak, 2012 rok zleciał mi szybko, stanowczo za szybko ;) Tyle się wydarzyło, tyle się zmieniło... No, ale na lepsze, to najważniejsze. Chciałbym, aby i ten rok zaowocował tak pozytywnymi, w gruncie rzeczy, wydarzeniami. Tego życzę sobie i Wam.

Chciałabym napisać jakieś ekstra życzenia, ale co tu pisać, każdy z Was wie czego potrzebuje, co by chciał, czego pragnie, więc tego życzę :) Od siebie mogę dorzucić jedynie tyle, byście kochali siebie i innych, byście żyli w pokoju i zrozumieniu. Z miłością, ze szczęściem. Nie z dnia na dzień, a każdym dniem. Do siego Roku!



Pisała Welonka


P.S.
Konkurs, w którym brałam udział dobiegł końca, tak więc proszę już nie wysyłać smsów :)

sobota, 15 grudnia 2012

O miłych rzeczach

Dni mijają mi prawie że na lenistwie :) Nie mam już całego domu na głowie, gdyż wszystkie obowiązki rozdzielane są na każdego z domowników, nie muszę robić wszystkiego praktycznie SAMA. Mam więcej czasu dla dziecka i dla siebie. Z każdym dniem uświadamiam sobie, że powrót w rodzinne strony, to dobra decyzja. I jedyne o czym teraz myślę, to dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej? Sama dokładnie nie jestem tego pewna, ale przecież to teraz nieważne. Widzę jak moje dziecko jest przeszczęśliwe, jak harcuje z ulubionym wujkiem, jak "zakochał się" w mojej kuzynce a swojej cioci, jak świetnie się rozwija, zaczyna więcej mówić... Nie, to nie była dobra decyzja. To była najlepsza z możliwych!
Ale może dość zachwalania, choć mogłabym pisać sporo o tym, że mogę słuchać ulubionej muzyki bez komentarzy typu wyłącz to gówno ujaranych ćpunów*, mogę zrobić sobie paznokcie, nie słuchając obraźliwych słów, że jestem blacharą i plastikiem, bo robię sobie żele** i że śmierdzi. Ech, szkoda gadać. Po prostu cieszę się tym, że mogę się wyciszyć, wypocząć, odetchnąć i... przytyć. Tak, już mam +2 do wagi i choć wcale nie jem więcej, to mam mniej stresu, co odbija się pozytywnie na mojej przemianie materii, bo nie zapieprza jak głupia.
Niestety jeszcze długa droga przede mną, zanim wszystkie sprawy pozałatwiam, ale jestem tak dobrej myśli, jak już dawno nie byłam. Mam przecież swoją rodzinę, NAJLEPSZĄ NA ŚWIECIE RODZINĘ.
A wczoraj jej seniorka obchodziła swoje 84-te urodziny. I choć nie mam zdjęć, bo są rzeczy, które chcę utrwalić jedynie w pamięci, to powiem tylko tyle, że chciałabym, aby Maksymilian traktował mnie w przyszłości tak, jak traktowana jest moja babcia przez swoje dzieci, nie tylko w urodziny.


PisałaWelonka

* uwielbim muzykę pełną miłości i słońca - reggae, ragga i dancehall
** moje paznokcie pozostawiają wiele do życzenia, nawet odżywki nie pomagały, więc robię sobie żele na szablonach, bo wolę sztuczne, niż brzydkie