niedziela, 5 sierpnia 2012

Zmiany

Taka (nie)mała zmiana w moim życiu nastąpiła. Od miesiąca jestem.... ROZWÓDKĄ. Wiem, zaskakująca informacja. Nikogo nie informowaliśmy, bo nie chcieliśmy, by ktokolwiek próbował wtrącać swoje 3 grosze typu "a może się ułoży", "przecież macie dziecko", "to tylko chwilowy kryzys", etc. To była nasza decyzja, krok, który zrobiliśmy wspólnie. Piszę o tym teraz, bo czekałam na uprawomocnienie się wyroku. Teraz chcę odpocząć. Dam sobie spokój ze stałymi związkami. Przynajmniej na rok. Randki? Jak najbardziej, ale nie mam zamiaru się z nikim wiązać na dłużej. Mam dość zazdrości, tłumaczeń, oskarżeń, podejrzeń, kłótni**, etc. Żadnych zobowiązań. Ot, takie małe postanowienie. Pora zrobić coś dla siebie.

Pisała Welonka 



* nieliczni wiedzieli
** z obydwu stron, żeby nie było, że kogoś oskarżam

czwartek, 26 lipca 2012

Weselnie

Znowu zaniedbałam bloga. Ledwo kilka wpisów, a ja już odstawiam. Pochłania mnie codzienność. Nie chcę pisać eseju na temat tego, co się wydarzyło, bo dziś na to czasu nie mam, ale w końcu będę musiała to z siebie "wyrzucić".

Tymczasem krótka fotorelacja ze ślubu mojej przyjaciółki*, do którego miałam przyjemność świadkować. Jako, że w trakcie ceremonii, a dokładniej przysięgi, wzięło mnie na wspominki, uroniłam kilka łez. Gdyby nie fakt, że powstrzymywałam się, to byłby ich potok. A wszystko uwiecznione na taśmie. Będzie się z czego śmiać :) Poniżej rzeczone fotki.

Torcik, mniam

poniedziałek, 7 maja 2012

Wielki smutek

Ostatnio same przykre rzeczy się mnie przytrafiają. Nie przyjęli mnie do pracy, okazało się, że 3 lata pracy w Orange to za mało, by zostać zatrudnionym w Play. No nic, szukania pracy ciąg dalszy. Koleżanka podesłała link z ogłoszeniem do T-Mobile. Wysłałam CV i czekam na odpowiedź.

Co więcej, dzisiaj odszedł mój mały-wielki przyjaciel, o nietypowym imieniu Durex. Był cudownym, wesołym i chętnym do zabawy szczurkiem. Po prawie 3 latach życia zostawił mnie zapłakaną jak mała dziewczynka, z mnóstwem miłych wspomnień. W zeszłym roku pożegnałam jego kolegę Feniksa, który niestety żył krótko, bo tylko rok i wykończyła go cukrzyca. W tym roku on - mój pupil, kochany bystrzak. Dożył sędziwego wieku i biorąc pod uwagę chorobę, jaką była od miesiąca niedowład tylnych łapek* jest mu teraz lepiej. Niczego mu nie brakowało i otoczony był miłością, na pewno to wiedział i czuł. Pożegnał się ze mną dziś rano, bo sprawdzałam czy ma wodę w poidle, a on lizał mnie po dłoni. Pogłaskałam go za uszkiem jak zwykle i odeszłam. Za dwie godziny chciałam mu dać chlebka, a on już nie żył. Ogromny smutek jest w mym sercu ale i ulga, że nie cierpi. Gdziekolwiek jest, jest szczęśliwy i pewnie bawi się z Feniksem.


Pierwsze dni z nami

Nasze wspólne drzemki



Z kolegą Feniksem - dzień drugi


"Daj kiełbaskę!"

Na krótko przed śmiercią


Pisała Welonka


* nie miałam kasy na weta