sobota, 14 grudnia 2013

Drobne zmiany

Postanowiłam wprowadzić kilka zmian na blogu, ale naprawdę malutkich ;) Dodałam zakładki do bloga, dzięki czemu możecie np. skontaktować się ze mną łatwiej niż dotychczas, lub przejść do drugiego bloga, którego założyłam pod historię, którą zaczęłam pisać, a o którą najczęściej pytacie ;) Mam nadzieję, że te drobne zmiany nie będą Wam przeszkadzać, a wręcz ułatwią niektóre rzeczy. Może też zmotywują mnie do częstszego pisania, ale to czas pokaże, bo z moją systematycznością tutaj bywa różnie ;)


Pisała Welonka

poniedziałek, 9 grudnia 2013

O karmieniu piersią

Może w moim przypadku to już przedawniony temat, bo piersią przestałam karmić Maksymiliana gdy ukończył pierwszy rok życia, ale będąc dziś z nim w przychodni1 mimowolnie byłam świadkiem rozmowy trzech mam. Dwie z nich miały dzieci mniej więcej w wieku Maksia, a trzecia miała niemowlę, tak na oko 6 miesięcy. Nie będę może się rozpisywać na temat korzyści płynących z karmienia piersią, bo każdy to chyba wie, a przynajmniej powinien wiedzieć, jeśli jest rodzicem, ale może napiszę coś czego (jak się okazało) mało kto jest świadomy. Mleko matki jest łatwiej przyswajalne, dlatego dzieci zwykle częściej domagają się cyca, niż butelki. Ja Maksa karmiłam średnio co 2,5 godziny. Najdłuższa przerwa trwała 5 godzin. Choćby najlepsze mleko modyfikowane jest na bazie mleka krowiego. I choćby nie wiem co, nadal jest ono…. sztucznie produkowane. W pamięci utkwiły mi słowa Makłowicza, choć nie tyczyły się one mleka, tylko masła:

Masło od krowy – margaryna z fabryki

I ja chciałabym trochę zedytować to zdanie:

Mleko kobiece z piersi – mm z fabryki.


piątek, 6 grudnia 2013

Mamusia, Komołaj pysiedł!

Wprawdzie u nas Komołaj1 zawitał tylko do przedszkola, bo do domu przyjedzie spóźniony,  to radości było mnóstwo. Byłam bardzo ciekawa, jak to wszystko wyjdzie, gdyż Maksymilian nigdy nie miał styczności z Mikołajem. Nie wiedziałam, czy spodziewać się histerii, lamentu, płaczu, czy czego jeszcze można, ale na szczęście nie było nic z tych rzeczy. Maksymilian był bardzo dzielny i mimo, iż pierwszy raz na żywo widział Mikołaja, nie był przestraszony. Był tylko lekko onieśmielony, jak chyba każde dziecko :) Nie było mnie osobiście przy rozdawaniu prezentów, gdyż jako współorganizatorka musiałam dopilnować, by paczki trafiły do odpowiednich sal, ale dzięki uprzejmości jednej z mam, wkrótce będę mieć zdjęcia.
Mikołaj został przywitany przez wszystkie dzieci, na sali ogólnej. Były tańce i śpiewy i nawet sam Święty zaangażował się w zabawę z dziećmi. Po kilku piosenkach i zabawach pociechy rozeszły się do swoich sal, gdzie zostały wręczone im prezenty.
Mimo iż nie brałam czynnego udziału w pląsach, to bawiłam się świetnie :) Mnóstwo pozytywnej energii było w powietrzu, a uśmiechnięte buźki dzieciaków wprawiały w dobry humor. Maksymilianowy debiut mikołajowy uważam za bardzo udany. Kolejne spotkanie za rok.