W życiu każdego człowieka przychodzi taki okres, że musi zastanowić się nad swoją przyszłością. Nad tym czego oczekuje, czego chce i co jest dla niego ważne. Musi podjąć decyzje, które nieczęsto są łatwe. W końcu nie wszystko można przemyśleć w ciągu jednej nieprzespanej nocy. Niekiedy potrzeba ich i 60 ;) Nie wiem jak Wy, ale ja rzadko w ważnych kwestiach podejmuję decyzje pod wpływem emocji, pod wpływem chwili. Z reguły długo i dokładnie myślę nad tym co zrobić. Wiele czynników ma na to wpływ, na przykład nieoczekiwane zdarzenia, dziwne zbiegi okoliczności, a czasem wewnętrzne odczucia. Staram się kierować rozumem, co nie zawsze wychodzi, gdyż moim życiem próbują rządzić emocje, a jak wiadomo, nie są one dobrym doradcą w żadnej sprawie. Zawsze trzeba mieć świadomość tego, że podjęte decyzje będą rzutować na najbliższą, bądź i tą odleglejszą przyszłość, więc nie można pozwolić sobie na pomyłkę, bo można żałować, a nie o to przecież w życiu chodzi.
poniedziałek, 13 marca 2017
środa, 4 stycznia 2017
O tym, jak pozbyłam się dredów
Mówi się, że kobieta zmienną jest. Tak jest też ze mną, nie inaczej. Jakby nie patrzeć - jestem kobietą :)
Od listopada (ubiegłego już roku) nie mam dredów. I choć w TYM poście zarzekałam się, że ich nie zetnę, po czym w TYM poinformowałam, że jednak to zrobiłam, a po kolejnym roku znowu je doczepiłam (niewłasnoręcznie ofkors) znowu zarzekając się, że to już na zawsze, kolejny raz się ich pozbyłam. Ale nie nie, nie mam jeża na głowie, ani irokeza czy innej krótkiej fryzury. Mam normalnie długie, a właściwie już półdługie włosy. Tym razem podeszłam do tematu mniej impulsywnie i spontanicznie. Była to przemyślana i przekalkulowana decyzja, do której skłoniły mnie dwie rzeczy:
Od listopada (ubiegłego już roku) nie mam dredów. I choć w TYM poście zarzekałam się, że ich nie zetnę, po czym w TYM poinformowałam, że jednak to zrobiłam, a po kolejnym roku znowu je doczepiłam (niewłasnoręcznie ofkors) znowu zarzekając się, że to już na zawsze, kolejny raz się ich pozbyłam. Ale nie nie, nie mam jeża na głowie, ani irokeza czy innej krótkiej fryzury. Mam normalnie długie, a właściwie już półdługie włosy. Tym razem podeszłam do tematu mniej impulsywnie i spontanicznie. Była to przemyślana i przekalkulowana decyzja, do której skłoniły mnie dwie rzeczy:
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Dużo zmian, mało czasu
Witajcie!
Co jakiś czas otrzymuję od Was pytania, czy będę jeszcze pisać bloga. Nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Wiem, że to miejsce jest zapomniane i porosło kurzem, ale ostatnio dużo się dzieje. Jestem w związku, mam prace, to tak w skrócie. Na pewno kiedyś ubiorę to w słowa, ale nie mogę powiedzieć kiedy. Wiem, ze to dużo, ale prosze o jeszcze trochę cierpliwości :)
Co jakiś czas otrzymuję od Was pytania, czy będę jeszcze pisać bloga. Nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Wiem, że to miejsce jest zapomniane i porosło kurzem, ale ostatnio dużo się dzieje. Jestem w związku, mam prace, to tak w skrócie. Na pewno kiedyś ubiorę to w słowa, ale nie mogę powiedzieć kiedy. Wiem, ze to dużo, ale prosze o jeszcze trochę cierpliwości :)
Pisała Welonka
piątek, 13 listopada 2015
Poankietowy post
W sumie termin dezaktywacji ankiety nieco się wydłużył, ale jak obiecałam, tak powstaje post na jej podstawie. Będzie miał charakter opisowy. Do dzieła :)
47,4% osób odwiedzających mojego bloga pochodzi z portalu JoeMonster, a 36,8% z facebooka, co jest dla mnie zaskoczeniem, bo myślałam, że najwięcej osób jest własnie stamtąd.
Tylko jedna osoba wpisała adres do przeglądarki z pamięci i jedna trafiła przypadkiem, szukając czegoś innego. No i oczywiście jedna zbłąkana owieczka przywędrowała z fotologa, miejsca, w którym rozpoczęłam przygodę z blogowaniem :)
wtorek, 22 września 2015
Ankieta
Przeprowadzam ankietę. Jest anonimowa, nie trzeba nigdzie się podpisywać, ani wprowadzać swoich danych osobowych. Z początku powstała zupełnie dla zabawy, ale potem stwierdziłam, że na jej podstawie powstanie post. Szczególnie na podstawie trzech zawartych w niej pytań. Jakie to pytania? A no to już musicie wypełnić ankietę ;) Link znajduje się w zakładkach na górze strony
poniedziałek, 13 lipca 2015
21 rzeczy, których o mnie nie wiecie
Dostałam maila z propozycją zabawy, z którą niektórzy
mogli mieć już styczność. Nazwa jak w tytule. Myślę, że mogę się podzielić kilkoma
faktami, mniej lub bardziej prywatnymi. Nic mi nie szkodzi :)
sobota, 14 lutego 2015
Walentynki
Dzień
zakochanych - święto znane chyba każdemu na tym świecie. Chłopcy i dziewczyny
biegają z kwiatami i prezentami dla swoich drugich połówek. Zapewne wszelkie
kina i restauracje maja dziś zatrzęsienie zakochańców ;) Trudno się dziwić,
gdyż zostały bardzo spopularyzowane i bardziej skomercjalizowane niż kiedyś.
Ale ja nie o tym.
piątek, 23 stycznia 2015
Załatwiły mnie spodnie
Tak
tak, załatwiły mnie spodnie. Obcisłe spodnie. Kto by się spodziewał, co? No,
ale może odrobinę wyjaśnię, tylko miejcie na to poprawkę, bo to
wiedza z Google. Sama również mam ograniczone zaufanie do tego co napiszę za
chwilę ;)
poniedziałek, 6 października 2014
Zmarła na raka
Jak wiadomo ostatnio, bo wczoraj, zmarła na raka aktorka Anna Przybylska. Współczuję ogromnie rodzinie i przyjaciołom, bo strata kogoś bliskiego jest okropna, no ale ludzie, nie zesrajcie się tym! Wszędzie widzę tylko wirtualne znicze [*] i żale, o jaka to ona biedna bo umarła. Boże, umarła to umarła. Każdy kiedyś umrze, a to, że była aktorką wcale nie robi z jej śmierci czegoś wyjątkowego. CODZIENNIE ktoś umiera na raka i jakoś nikt o tym nie mówi. CODZIENNIE z tego świata odchodzi czyjaś matka, żona, córka, siostra, babcia i odpowiednio do płci ojciec, mąż, syn, brat, dziadek. Często są to dzieci. MAŁE DZIECI. Po co roztrząsać czyjąś śmierć? By być trendy, bo udostępniłam udostępniony milion razy link ze zdjęciem i oświadczeniem manager? Bo jak udostępnię to dostanę lajki? No proszę was! Gdybyście chociaż byli jej wielkim fanami i widzieli każdy film, czy występ, to rozumiem, ale większość z Was kojarzy ją tylko z kilku filmów i reklam, tak jak ja. Więcej szczerości, a mniej obłudy, bo dziś już nie pamiętacie, że zmarła Anna Przybylska, dopóki media tego nie przypomną, lub kolejny wpis gdzieś w sieci. Ja nie mam zamiaru wpaść w ten owczy pęd. Możecie mnie zlinczować za ten wpis, bo pewnie wiele osób pomyśli, że jestem bezduszna i bez serca, skoro nie wstawiłam nigdzie wirtualnego znicza i wypisuję takie rzeczy, ale nie mam zamiaru. Sorry.
Pamiętajcie, że żałobę ma się w sercu, nie na tablicy facebooka lub innego portalu.
Pamiętajcie, że żałobę ma się w sercu, nie na tablicy facebooka lub innego portalu.
Pisała Welonka
niedziela, 5 października 2014
sobota, 4 października 2014
Monotonia
Mam tak okropny przestój w życiu, że nic mi się nie chce. Po prostu nic się nie dzieje. Kompletnie nic się nie dzieje. Gdyby nie fakt, że jest w moim życiu Maksymilian, to z tej monotonii to bym ześwirowała. Najchętniej, to nie wychodziłabym z łóżka.
Niektórzy mówią mi, żebym cieszyła się tym co mam, bo inni mają gorzej. No ok, cieszę się, bo wiem o tym, ale to nie zmienia faktu, że monotonia mnie dobija. Jestem tym zmęczona. Dosłownie i w przenośni. Marzę, by wydarzyło się coś ciekawego, jakiś dreszczyk emocji, zastrzyk adrenaliny. Ale nie, ciągle to samo.
Czasem mam myśli, żeby walnąć tym wszystkim i sobie po prostu gdzieś iść. Spakować najpotrzebniejsze rzeczy dla siebie i dziecka i wyruszyć w nieznane. I będzie co ma być. Niestety życie to nie film, więc pewnie skończyłoby się to źle, ale pomarzyć można, prawda?
sobota, 12 kwietnia 2014
Szpital vol. 2
U W A G A !!!
P O S T Z A W I E R A T R E Ś C I, K T Ó R E M O G Ą Z N I E S M A C Z Y Ć,
LUB N A W E T O B R Z Y D Z I Ć .
J E Ś L I J E S T E Ś W R A Ż L I W Y/A, N I E P R Z E G L Ą D A J.
środa, 26 marca 2014
Szpital
Wiosna pełną gębą. Ciepło, nic tylko spacerować. Tyle rzeczy można na dworze przecież robić. A no, można, pod warunkiem, że nie jest się chorym. Bardzo chorym. Nooo, już trochę mniej, ale jednak ;)
Zaczęło się w czwartek, dosyć niewinnie. Pani dyrektor z przedszkola zadzwoniła do mnie że Maks nie chce jeść i że siedzi i jęczy, że chce do mamy. Szybko się zebrałam i odebrałam dziecię moje z placówki. Wydawał się dość ciepły, ale po szaleństwach lub płaczu zawsze jest cieplejszy. Szybko do domu, podać obiad, bo głodne to to pewnie. Wieczorem marudzenie i znowu ciepła głowa. Mierzę temperaturę, ale tylko 37 stopni. No nic, może przez noc przejdzie. Ale nie przeszło. W nocy obudziło mnie gorąco, a właściwie gorący dotyk mojego syna, bo temperatura wzrosła. Zwymiotował. Po przebraniu w czystą, przewiewną piżamkę, bo raczył zwymiotować na siebie, szybko podałam syrop przeciwgorączkowy, z nadzieją, że go nie zwróci. Nie zwrócił. Rano, po przebudzeniu mierzę temperaturę. Ponownie: 39,2 stopnie i kolejne wymioty, już nie tylko na siebie, ale i na mnie. Licząc godziny od podania Ibumu sięgam po paracetamol, również w syropie, bo minął zbyt krótki czas by podać ten sam lek i ponownie go przebieram. Siebie również. Wymioty ustąpiły. Temperatura się obniżyła, ale nadal była wysoka.
środa, 5 lutego 2014
O plusach bycia samotną matką
Tak tak, dobrze czytacie. O plusach, bo choć może wydawać się to dziwne, są plusy. Nie, jeszcze nie zwariowałam i daleko mi do tego ;)
Najpierw miałam wypisać je w podpunktach, ale znając mnie, jest ryzyko, że się rozpiszę ;) Ryzyko ryzykiem, ale do rzeczy. Pomijając fakt, że niektóre rzeczy są o wiele trudniejsze, bo to oczywistość przy byciu samotnym rodzicem, to jedno sprawia mi wyjątkową satysfakcję. Rozwój Maksa. Pomijając jego achondroplazję, jest standardowym trzylatkiem. Wszystko czego się nauczył, zawdzięcza mnie. Nie muszę się tą satysfakcją z nikim dzielić i mogę pękać z dumy przy każdym nowym słowie, zdaniu, czy umiejętności. Przy każdym małym-wielkim problemie to własnie do mnie przybiega. Jestem pocieszycielką, ochroniarzem i zawsze można się za mną schować czy wtulić. Oczywiście czasem bywa to uciążliwe, ale to własnie jeden z aspektów tych mniej pozytywnych. W zabawach, w których daje imiona samochodom, nie ma słowa "tata". Jest "mama", "bacia Agata", "bacia Benia" i "jujek Kacpen"* oraz sporadycznie ciotki, które często nas odwiedzają. Może to wredne z mojej strony, że mnie to cieszy, ale każdy ma to, na co zasłużył. Mam Maksia tylko dla siebie, nie muszę się nim dzielić. I uprzedzając negatywne maile: nie jestem nadopiekuńcza, bo Maks ma stanowczo wyznaczone granice co może, a czego nie. Nie jest wychowywany w sposób, gdzie wszystko mu wolno. Jeśli nie wierzycie, zapytajcie moich przyjaciół. Nie ulegam jego maślanym oczkom i najsłodszym minkom. Nie oznacza nie i jakiekolwiek próby wymuszenia nie odniosą skutku.
Wiadomo, że w pewnym momencie brak ojca na co dzień będzie zły, ale póki co w "zastępstwie" jest mój brat, który jest najlepszym towarzyszem szalonych zabaw i "wzorem mężczyzny". Oczywiście wiecznie tak nie będzie, bo nie mam zamiaru do końca życia mieszkać u rodziny i pracuję już teraz by to zmienić, ale biorąc pod uwagę, że jestem jeszcze młoda, mam spore szanse na ułożenie życia na nowo, u boku odpowiedzialnego mężczyzny, który również będzie dobrym wzorcem męskich zachowań.
Mimo wszystko NIGDY nie przedstawiam jego ojca w negatywnym świetle i nie pozwalam na to innym. Noo, nigdy przy Maksymilianie, osobiście sama czasem, ale też niezbyt często, lubię sobie ponarzekać ;) Ale wracając do tematu, nigdy nie narzekałam na bycie samotną mamą. Jest mnóstwo plusów z tym związanych, ale wymieniłam tylko te najważniejsze dla mnie. A moim numerem jeden jest fakt, że Maksymilian już nie jest świadkiem codziennych awantur i pretensji nie wiadomo o co.
Pisała Welonka
* członkowie rodziny, u której mieszkam (moja mama, babcia i brat)
środa, 29 stycznia 2014
Niewinne kłamstewko
Jestem
osobą prawdomówną. Może dlatego mam tak mało prawdziwych znajomych ;) Ale
czasem i ja musze posunąć się do drobnego kłamstwa, szczególnie gdy w grę wchodzi dobro mojego dziecka.
Maksymilian
od września bardzo chętnie chodził do przedszkola. Wstawał jeszcze przed
budzikiem, a w szatni to dreptał w miejscu ze zniecierpliwienia, tak bardzo
chciał już wejść do sali. Wszystko się jednak zmieniło od 6-ego grudnia, kiedy
to ostatni raz w 2013 roku był w przedszkolu. Choroba, potem święta, potem znowu choroba i tak wyszło, że poszedł
dopiero 21-ego stycznia. Co to był za płacz i lament! Serce mi pękało na widok
tych łez wielkich jak groch, błagalnego spojrzenia i mówienia „mamuuusia, chcem
do domkuuu”. No ale trzeba, trzeba dziecko zostawić, z nadzieją, że te 4h
szybko mu zlecą. Wybija 13:00, idę po niego. Na mój widok łzy, tulenie i słowa „nie chcę iść do szkola, ja płakałem, nie
było mamy, ja chcę być w domku z mamusią”. Znowu czuję ten ścisk w gardle.
I co tu robić, myślę. Przekonywanie nie daje nic, a grozić nie mam zamiaru. Udałam
się więc do pani dyrektor* po radę, a ona mi rzece:
- Proszę powiedzieć
Maksiowi, że pani będzie w pracy/u lekarza/w urzędzie, że nie będzie w domu
nikogo, a on sam nie może być, dlatego przychodzi do przedszkola. Świadomość, że
pani jest w domu sprawia, że on nie chce być tutaj. No bo myśli sobie „no jak,
mama siedzi w domu, a ja muszę być tu sam bez niej, nie chcę, chcę być z mamą”.
Niech pani powie, że jak tylko pani załatwi to co musi, od razu pani po niego
przyjdzie, np. po obiadku lub podwieczorku. Będzie dobrze, proszę się nie
martwić, miał ponad 1,5 miesiąca przerwy i się odzwyczaił. Teraz musi na nowo
się wdrożyć, a póki nie ma za dużo dzieci, będzie to łatwiejsze.
Poszłam
za tą radą i … okazała się strzałem w dziesiątkę! Nie ma już ani jednej łzy,
ponownie jest przebieranie nogami i ogromny uśmiech na buzi. Jedynie znowu kaszel
się pojawił, ale i z tym sobie poradzimy.
Pisała
Welonka
* kobieta
o złotym sercu, anielskiej cierpliwości i pełna dla dzieci miłości, z
podejściem jakim niejedna matka mogłaby pozazdrościć
piątek, 24 stycznia 2014
Krótko, ale treściwie
Siedzę, przeglądam internety, głównie blogi i się dziwię. Może nie dziwię, ale zastanawiam nad niektórymi rzeczami. Pomijam fakt, że większość blogów, na które się natknęłam ma tematykę modową lub dzieciową i ciężko natrafić na coś na prawdę inspirującego, ale jedno przykuło moją uwagę. Ilość postów. Niektórzy blogują codzienie, ale statystycznie jest to kilka postów w tygodniu. Zastanawiam się skąd ci ludzie czerpią pomysły? Choćbym chciała, to nie jestem w stanie pisać codziennie, ani nawet kilka razy w tygodniu. Nie mam o czym w sumie. Moja codzienność kształtuje się jednakowo każdego dnia. Ciekawsze epizody, jeśli nie są zbyt prywatne, zostaną opisane. Ewentualnie jak jakaś wena lub pomysł się pojawią, ale żebym miała tak usiąść i pisać? O czym? O Maksie? Nie, Maks akurat jest tą częścią prywatności, o której chcę pisać jak najmniej. Mogę opisać aspekty macierzyństwa z mojej perspektywy, ale o dzieciu swym nie mam zamiaru. Przynajmniej nie w dużych ilościach. To o czym? O tym co robię? Codziennie robię to samo, więc pisanie codziennie tego samego byłoby nudne. Mogę pisać o sobie, ale kogo to interesuje? Z resztą nie lubię o sobie pisać. No to zostaje ..... moda. Nie jestem jej wielką fanką, nie podążam ślepo za trendami. Więc jako wyznacznik mody byłabym bardzo kiepska. Poza tym nie pamiętam kiedy ostatnio robiłam zakupy ciuchowe ;)
Dlatego musicie mi wybaczyć, ale nadal pozostanę niesystematyczną blogerką*, która pojawi się tu raz czy kilka razy w miesiącu, by coś skrobnąć. Może jak moja sytuacja życiowa będzie już całkowicie unormowana i stabilna, będę w stanie myśleć o pierdołach typu blog, ale na dzień dzisiejszy jest to nieosiągalne.
Pisała Welonka
* dostałam maila, że nie mam prawa nazywać się blogerką, własnie ze względu na ilość postów, poza tym mam nieokreśloną i nudną tematykę i powinnam go zamknąć, bo tylko zajmuję miejsce w internecie. chciałabym zwrócić uwagę na Twoje słowa "czytam cię prawie od początku tego bloga" bo jakoś nie idzie mi to w parze z "uważam że jest nudny i nie ma jasno określonej tematyki". TO PO CO CZYTASZ?
środa, 22 stycznia 2014
Jestem, żyję, nie umarłam :)
Wiem, że już ponad połowa stycznia, a ja jeszcze nic nie pisałam. Nie miałam jak, nie miałam kiedy ;) Już powinniście przywyknąć do mojej niesystematyczności :P
Ale jestem, żyję i mam się dobrze :) I choć w Nowy Rok weszłam "nieco" chwiejnym krokiem, to uważam, że będzie on rokiem dobrym. Przestałam marzyć po prostu. Zamiast marzyć, to zaczęłam działać. To będzie dla mnie bardzo pracowity i pewnie męczący rok, ale też bardzo obiecujący. Mam zamiar zrobić małą rewolucję w swoim życiu. Życzcie mi powodzenia i Trzymajcie kciuki.
Pisała Welonka
P.S.
Nie, nie mam w planach założenia facebooka dla bloga i ilość maili nie będzie miała wpływu na moją decyzję. Będę chciała, to założę, nie, to nie :)
Ale jeśli macie jeszcze jakieś pytania, to chętnie odpowiem :)
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Jutro ostatni dzień tego roku. Pora na jakieś podsumowanie.
Ee, nie, żadnych podsumowań. Co było, to było :) Co podsumowywać? Wszystkie zdarzenia jakie miały miejsce, były efektem moich własnych decyzji, czasem nawet błędnych, ale każda z tych decyzji i każde zdarzenie było także lekcją. Cenną lekcją. Co przeżyłam, to moje i nie oddam nikomu. Ale życzenia, owszem, mam :)
Chciałabym, aby nadchodzący rok był równie owocny, co ten. I żeby Maksymilian nabrał odporności i spędzał większość czasu w przedszkolu, a nie w domu ;)
Zadbam o swoją kondycję fizyczną oraz psychiczną i przede wszystkim o zdrowie. Zmienię lekarza. Tak, to już będzie spory krok by o zdrowie zadbać ;)
Będę bardziej sukowata, ale zrobię to dla siebie. Trochę egoizmu nie zaszkodzi, bo żyję dla siebie, nie dla innych. Może z wyjątkiem Maksymiliana ;) Bo jak dotąd to robiłam tak, by inni byli zadowoleni a od środka mnie skręcało. Teraz będzie na odwrót. Choćbym miała kłócić się z całym światem. Mam tylko jedno życie i nie chcę pewnego dnia stwierdzić, że zmarnowałam je na spełnianie czyichś zasranych oczekiwań i żyć według czyichś gównianych zasad. Moje życie i przeżyję je po swojemu. Nikt za mnie nie umrze przecież. Tak poza tym, to nie mam zamiaru się zmieniać. No, może jeszcze popracuję nad pewnością i akceptacją siebie.
mam nadzieję, że połowa tych życzeń, tudzież postanowień, zostanie zrealizowana. Jak nie, to... nic się nie stanie. Ale byłoby miło :)
O, jeszcze jedno! Chciałabym mieć więcej motywacji, by częściej pisać. I na tym chyba zakończę. Wam za to życzę, kimkolwiek jesteście, by spełniły się wasze oczekiwania. Żebyście nie mieli zbyt dużo dylematów w nadchodzącym roku, żeby towarzyszyło Wam szczęście, radość i wszechogarniające poczucie spełnienia się jako człowiek. Samych dobrych decyzji, tylko szczerych przyjaciół i życzliwych ludzi wokół. Po prostu tego co najlepsze. Żegnam się z Wami cudownym uśmiechem mojego wspaniałego syna.
Do zobaczenia (przeczytania?) w 2014!
Pisała Welonka
wtorek, 24 grudnia 2013
Wesołych Świąt!
Bez zmartwień, z barszczem, z grzybami, z karpiem.
Z gościem, co niesie szczęście. Czeka nań przecież miejsce.
Wesołych Świąt!
A w Święta niech się snuje kolęda.
I gałązki świerkowe niech Wam pachną na zdrowie.
Wesołych Świąt!
A z Gwiazdką, pod świeczek łuną jasną
Życzę najwięcej zwykłego, ludzkiego szczęścia.
niedziela, 15 grudnia 2013
Odpowiedź na maila :)
Dostałam maile od
Was, co było dla mnie bardzo miłe, choć nie było ich wiele, bo tylko 4 :)
Odpowiedziałam już na
wszystkie, ale na jeden odpowiem również tutaj, bo to tylko lista kilku pytań.
Myślę, że nie są to tak bardzo intymne pytania, bym miała nie odpowiadać
"publicznie" :)
1.
Dlaczego masz bloga na blogspocie?
Kiedyś
prowadziłam fotobloga, a nawet dwa, ale ze względu na wprowadzone innowacje,
które nie przypadły mi do gustu, pojawiłam się tutaj. Odpowiada mi też fakt, że
nie muszę do każdego posta koniecznie dawać zdjęcia.
2. Ile
masz lat?
W
ubiegłym miesiącu skończyłam 27 lat :)
3. Czemu
masz niskie poczucie własnej wartości?
Złe
traktowanie i niedocenianie, głównie przez byłego już męża, ale walczę z tym i
Ktoś bardzo mi w tym pomaga :)
4. Jakie
jest Twoje największe marzenie?
Na chwilę
obecną to własne mieszkanie, bym mogła na spokojnie, po swojemu wychowywać
Maksymiliana, bez wtrącających swoje trzy grosze innych.
5. Czy
szukasz nowego chłopaka?
Nie, nie
szukam, nie muszę ;)
6. Na co
choruje Maks?
Maksymilian
choruje na to, co akurat złapie w przedszkolu, ale jeśli chodzi o przewlekłe
schorzenie, to jest to achondroplazja.
7. Czy
będzie kontynuacja opowieści o Kindze i Dawidzie? Jak się skończy?
Tak,
będzie :) Ta opowieść siedzi w mojej głowie już od dawna, ale cierpię na
chroniczny brak czasu by siąść i to wyobrażenie przenieść na papier, tudzież
komputer. Skończy się..... nie powiem ;)
8. Czego
nigdy nie zrobisz?
Na pewno
czegoś, co jest zabronione przez prawo, lub jest sprzeczne z moimi wartościami1
9. Co
jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
Jeśli masz
na myśli przedmioty, to nie ma najważniejszego. Jeśli jednak chodzi o
ludzi, to jest to Maksymilian.
10. Jaki
jest Twój ulubiony miesiąc?
Wszystkie
miesiące letnie :)
11. Czego
nie lubisz w ludziach?
Nieszczerości
i ignorancji, bo za tym potrafi stać wszystko.
12.
Wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
Nie, bo
zwykle w takich przypadkach jedna ze stron albo czegoś chce, chciała, bądź
będzie chcieć. Mężczyzna może być albo moim partnerem, albo dobrym
kolegą. Tym bardziej nie wierzę w przyjaźń między byłymi. Można mieć dobre
relacje z ex, ale nie ma czegoś takiego jak przyjaźń po związku2
13. Boisz
się śmierci?
Tak boję
się
14. Co
lubisz robić?
Lubię
bawić się z Maksem i patrzeć na jego uśmiech, rozmawiać z Kimś,
spacerować, robić paznokcie, sprzątać, gotować, oglądać horrory, posłuchać
dobrej muzyki i wiele innych rzeczy lubię.
i
ostatnie, 15. Jaka jesteś?
To trudne
pytanie, bo nie potrafię na nie odpowiedzieć obiektywnie. Należałoby zadać je
moim przyjaciółkom, nie mnie.
Może to
banalne pytania pomyślicie, ale zadała mi je dość młoda osoba :) Bardzo Cię
pozdrawiam :) Dzięki Tobie mogłam cofnąć się w czasie do szczenięcych lat, kiedy to stale na pytania się odpowiadało w "Złotych Myślach" :)
Pisała Welonka
1. Chyba, ze byłaby to obrona własna i/lub mojego dziecka
2. Oczywiście wyrażam tutaj swoje zdanie, każdy może uważać inaczej
Subskrybuj:
Posty (Atom)


